Lockdown

Utknęliśmy. Mija trzeci dzień odkąd w Nowej Zelandii trwa Alert Level 4. Wszystko zamknięte. Najbliższy sklep 35 km od nas. Zapasy zrobione. Farma, na której się zatrzymaliśmy, ma świeże mleko. Rośnie tu kilka jabłonek, które uginają się pod ciężarem koślawych jabłek. Gruby z pomocą Mniejszej Małej robi jabłecznik. Wszyscy się zajadamy. Dni mijają na sielance. Wieczorem, kiedy Mniejsze Małe śpią, głowa pracuje. Nikt nie wie ile potrwa pandemia. Kiedy otworzą się granice, kiedy zaczną latać samoloty. Dokąd będą latać. Jak będzie wyglądał rynek pracy. Pytań nieskończoność. Każdy dzień przynosi nowe fakty i zwroty akcji.

Mieliśmy mieć przy sobie kampera. Mieliśmy być na północnej wyspie. Mieliśmy zwiedzać. Póki co, biegamy z piłką po ogrodzie, chodzimy wąskimi ścieżkami między krzakami, jeździmy kolejką po dywanie, chodzimy po farmie, której teren nie ma końca. Jutro czeka nas wyprawa autem z farmerem. Ma nam pokazać trasy, którymi możemy dostać się w góry. Mówi, że to ważne z żebyśmy wiedzieli gdzie ma owce, krowy i byki. Jest ich więcej niż normalnie o tej porze roku. Dla niego lockdown oznacza brak rynku zbytu. Dla nas spowolnienie. Byle nie myśleć za dużo.

Sekretna ścieżka, którą wczoraj przygotowała dla Mniejszych Małych 90-cio letnia mama naszej gospodyni

One Comment Add yours

  1. Krajanka's avatar Krajanka says:

    Wszyscy utknelismy. Nagle I nieoczekiwanie. Wy w całkiem przyjemnych okolicznościach natury. Taka Nowa Zelandia od podszewki. Wasze Escape to the Country. 😃

    Like

Leave a comment