Phu Quoc – mała Rosja

Z Halong Bay przy granicy z Chinami lecimy do Phu Quoc, koło granicy z Kambodżą. Zmieniamy 18 stopni na 30, chmury na słońce, ciszę na jazgot. Phu Quoc jest zarośnięte mega resortami. Przemykamy jako niby rezydenci przez recepcje hoteli żeby szybciej dostać się na plażę i nie iść kawał drogi do najbliższego wejścia dla zwykłych śmiertelników. Plaże są piękne, publiczne (tylko wejść brak), są palmy, huśtawki i zachody słońca. Miodzio. Chodzimy sobie na te zachody słońca, budujemy zamki z piasku, kopiemy dziury, wtapiamy się w tłum turystów z Rosji. Czasem mam wrażenie, że nie ma tu turystów z innych krajów. Są tu rosyjskie knajpy, biurą podróży, banery, karaoke. Rosjanie komunikują się z Wietnamczykami wyłącznie po Rosyjsku. Przypomina mi się Polka, która pod Akropolem zamawiała sok PO-MA-RAŃ-CZO-WY. Kiedy na ‘zdrastwujcie’ odpowiadamy ‘hello’, kończy się rozmowa.

Wczoraj Najmłodsze Małe posmakowały frajdy pływania na kajaku. Spodobało się. Chcą więcej. Będzie więcej. Wiosłując można uciec od muzyki, rozmów, zgiełku i pobyć chwilę sam na sam z zachodem słońca i naładować baterię po intensywnym dniu (u nas każdy jest intensywny 😆).

Jedziemy do zoo. Karmimy żyrafy. Oglądamy 3 tygodniowe lwy. Głaszczemy owce. Jest bajecznie. Dziś ruszamy do parku rozrywki. Z parku wodnego Najmniejsze Małe najbardziej upodobały sobie bąbelki z filtra wody w brodziku dla dzieci. Inne atrakcje wywoływały głośne ‘Nieeeee’ zarówno Młodszych Małych jak i mamy. Udało się wejść do rzeki, którą leniwie płynęliśmy na wielkich dmuchanych kołach. Podobała im się też karuzela z konikami. Największą frajdę miał Gruby, który zjeździł wszystkie zjeżdżalnie, kiedy my próbowałyśmy pluskać nóżki w brodziku. Hurrraaaa.

Wracając zahaczamy o nocny market. To zdecydowanie rozrywka dla mnie. Pijemy smoothie kokosowe, jemy lody o smaku soursop, muszle z orzeszkami i szczypiorkiem, kolczatkę zapiekaną z jajkami, ostrygę zapiekaną z jajkami, szaszłyki z ośmiornicy i naleśnika z trudnym do zidentyfikowania farszem. Yummm. Najmłodszego Małe dostają od jednego ze sprzedawców arbuza. Misja ‘rozrywka dla każdego’ zakończona. Czas wracać. Przed pójściem spać czeka nas jeszcze wieczorne fikanie po łóżku. Ps. Każdy hotel, kiedy widzi, że jesteśmy z dziećmi daje nam ugrade do większego pokoju. Miło. Od kilku dni mamy 4 łóżka po których można skakać. W tym jedno podwójne i jedno piętrowe (doh!) Dzisiejszy ‘bed time’ trwa 2 godziny zanim Młodsze Małe w końcu na dobre padną spać. Night night. Albo, jak mówi się na wyspie Phu Quoc – Spokoynoy nochi!

2 Comments Add yours

  1. Krajanka's avatar Krajanka says:

    A więc to raj dla każdego. Właściwie tak miało być. Że też woda nie może się znudzić, I pogoda I……….Nie tęsknicie za nartami?

    Liked by 1 person

Leave a comment