
Obserwujemy co się dzieje na drugiej stronie globu. Kiedy u nas wstaje dzień, w rodzinnych domach gasną światła. Podczas naszych rozmów, zawsze jedna ze stron siedzi w łóżku. Na farmie jest pięknie, gdyby jeszcze wyłączyć telefon i nie pozwolić wiadomościom przebijać się do naszych uszu, moglibyśmy to nazwać błogą sielanką.
Po głowie krążą pytania. Kiedy wrócić. Jak wrócić. Po rozmowie z ambasadorem Polski, zdecydowaliśmy się nie lecieć lotami zorganizowanymi w ramach akcji repatriacji Polaków. Powrót na początku kwietnia wydaje się zbyt wczesny. Zaraz po świętach ambasador pisze o możliwości przelotu do Francji, lub kilka dni później do Niemiec. Po kilkugodzinnej naradzie decydujemy się zostać. Mamy tu bezkres terenów, po których możemy biegać i perspektywę uziemienia w czterech ścianach po powrocie.
Kilka dni temu znajomy wysłał newsa, że według anonimowych ekspertów, regularne loty pasażerskie zaczną kursować optymistycznie w 2021. Przez chwilę mrozi mi krew. Przecież to niemożliwe. Dziś o 16.00 Nowa Zelandia ogłosi czy lock down zostanie zniesiony (obecny – alert level 4) i zastąpiony przez alert level 3, prawdopodobnie umożliwiający dzienne wycieczki po okolicy. W naszym wypadku to Southland – obszar obejmujący Fjordland National Park. Mielibyśmy co zwiedzać! Czekamy na wiadomości.
Dziś rano Wielka Brytania ogłosiła, że w ciągu kilku dni zacznie akcję powrotów Brytyjczyków z Nowej Zelandii. Loty czarterowe mają wylatywać zarówno z Auckland jak i Christchurch. Znowu głowimy się czy wracać. Mając dzieci poniżej 12 roku życia jesteśmy grupie, której przysługuje priorytet powrotu. Tylko czy rzeczywiście jest sens lecieć? W Nowej Zelandii do dziś zmarło 11 osób. W UK 16 000. Do Londynu mieliśmy wracać w lipcu. Nie czeka tam na nas nic. Wynajem krótkoterminowy jest chwilowo zakazany. Praca od lipca. Kwarantanna pewna. A może z Londynu do Gdyni? Mieliśmy w końcu spędzić jeszcze półtora miesiąca w Polsce. Autobusem? Lotów brak. Czy to by oznaczało kwarantannę w UK i w Polsce? Miesiąc w zamknięciu… Chyba bym krzyczała. Pewnie Mniejsze Małe krzyczałyby głośniej.
A może uda się pracować zdalnie gdyby okazało się, że jednak tu utknęliśmy. Tylko czy z łóżka, czy lepiej 12 godzin przed resztą zespołu. Dostaliśmy vouchery do wykorzystania na linie lotnicze, które anulowały nasze loty. Mamy voucher na kampera, którego musieliśmy oddać przed czasem. Mamy też ciągle aktualne bilety powrotne z Air China. Może jednak zostać i zobaczyć co dalej. Informacja o lotach dla Brytyjczyków zburzyła nasz chwilowy spokój. Gdyby tylko znać przyszłość. Lustereczko powiedz przecie. Nie, to nie ta bajka. Czas wykorzystać voucher na Amazona i zainwestować w kulę do wróżenia. W dzisiejszych czasach każdy chciałby znać przyszłość. Może czas się przebranżowić. Sprawdziłam, internet oferuje kursy online z ‘fortune-telling’!
Masa pytań, żadnych pewnych odpowiedzi. Może lustereczko usłyszy.
LikeLiked by 1 person