Medal – Mount Cook – Hooker Valley

Od początku wyjazdu myślimy jak uwiecznić osiągnięcia podróżnicze Mniejszych Małych, które dzielnie towarzyszą nam w zdobywaniu szczytów, całodziennych wycieczkach; podróżują z nami wszelakimi formami transportu i są przy tym niezwykle dzielne. Myśleliśmy o wszywkach, pieczątkach, monetach, o dzienniku. Kiedy byłam mała moje osiągnięcia w zdobywaniu polskich szczytów Tatr rodzice zapisywali w postaci karteczek – odznak, które potem zostały wklejone do pamiętnika. Każdą trasę mierzyliśmy włosem na mapie, zapisywaliśmy wysokość, rysowaliśmy symbol. Do dziś przed oczami mam odznakę z Sarnich Skał. W końcu zdecydowałam, że skoro na blogu piszemy o naszych przygodach, to niech i to też będzie miejsce, które uwieczni niezwykle osiągnięcia małych nóżek Mniejszych Małych.

Zaczniemy w kolejności niechronologicznej – spacer u podnóży Mount Cook. Mount Cook to najwyższy szczyt Nowej Zelandii. Ma wysokość 3,724m, jest pokryty śniegiem przez cały rok. Trasa doliną Hooker Valley, to prawdopodobnie jedna z bardziej rozpoznawalnych i malowniczych tras Nowej Zelandii. Podczas 10 km spaceru, który prowadzi nas wzdłuż rzeki Hooker przechodzimy po trzech mostach wiszących i nieskończonej ilości małych drewnianych mostków. Najmniejsze Małe skaczą i biegają podekscytowane przez pierwsze dwa mosty. Mama idzie jak wojownik szykujący się na skok przeciwnika; gotowa w każdej chwili łapać małe chwiejące się nóżki zachowując przy tym pozory stabilności. Tata zawzięcie filmuje.

Część trasy prowadzi malowniczymi, wąskimi pomostami ustawionymi tuż nad mokradłami. Nad nami piętrzą się strome szczyty wśród których dominuje biały Mount Cook nazywany w języku Maori Aoraki . Najmniejsze Małe biegają po pomostach, skaczą po kamieniach, aż w końcu powoli dopada je zmęczenie. Próbujemy drzemki. Cienia brak. Trawa kłuje. Jemy batoniki i brzoskwinie. Za nami 2/3 trasy. Ustalamy z Grubym, że każde z nas pójdzie tak daleko jak da radę w ciągu 20 min. Pędzę. Dochodzę po końca trasy, nad lodowcowe jeziorko. Wracam co chwilę kogoś wyprzedzając. Teraz Gruby! Start.

Wkładam Najmniejsza Małą w nosidło, Młodsza Małą za rączkę. Wracamy. Małe nóżki znowu dzielnie idą przez podwieszany most, po skałach, kamieniach, aż w końcu potrzebują przerwy. Cienia brak. Włącza się zmęczony marud. Najmniejsza Mała śpi na kłującej trawie, w cieniu kolczastego krzaka. Mniejsza Mała ogląda baję (opcja ‘download’ w Netflixie jest czasem wybawieniem). Jakoś dotrwamy do powrotu Taty. Zmęczone nóżki wracają na barana u mamy i taty. Samą końcówkę trasy Tata niesie obie dziewczyny. Ja łapię oddech.

Wracamy na camping karmić kaczki, ładować bateryjki przy pysznym obiadku, winku i widokach.

Dystans: 6.5 km (10km rodzice)
Czas: 4h
Różnica wysokości: 100m
Atrakcje: 3x most linowy

One Comment Add yours

  1. Krajanka's avatar Krajanka says:

    Dzieci są niezmordowane. A rodzice? Tylko muszą im dorównać. I oczywiście upamiętniać. Stąd Sarnie Skały tak dobrze siedzą w głowie ówczesnej pięciolatki. 😘.

    Liked by 1 person

Leave a comment