Skuterem po Ninh Binh

Wróćmy jeszcze do Wietnamu. Przecież tyle tam się działo, tyle zobaczyliśmy, a nie było kiedy o tym wszystkim napisać. Ninh Binh, spośród miejsc które odwiedziliśmy w Wietnamie, to mój faworyt. Niektórzy porównują go do śródlądowego Hallong Bay. Mieszkamy na skraju spokojnej wioski. Do Mniejszych Małych przychodzą dzieci. Uczą je grać w badmintona, przynoszą słodycze, pokazują psy, skaczą, biegają, próbują wymówić wzajemnie swoje imiona. Miło na to patrzeć.

Rano wsiadamy na skuter. Mniejsza Mała siedzi między mną a grubym, Najmniejsza Mała siedzie w nosidle z przodu. Jedziemy bocznymi trasami do Trang An. Po drodze mijamy pola ryżowe, które obsadzane są ryżem. Obsadzanie pól powinno zakończyć się przed zbliżającym się nowym rokiem (Tet), które w Wietnamie jest najważniejszym świętem. To też czas, kiedy dosłownie wszyscy Wietnamczycy migrują w swoje rodzinne strony powodując tym samym paraliż branży turystycznej, zamieszanie w transporcie, zamknięcie hoteli, restauracji i kilkukrotny wzrost cen biletów lotniczych w okresie poprzedzającym i kończącym Tet.

W Trang An wsiadamy w malutką łódkę. Zakładamy kamizelki. Na zmianę wiosłujemy i pilnujemy Młodszych Małych. Płyniemy pomiędzy górami, przepływamy przez jaskinie. Najdłuższa z nich ma około 600 metrów. Raz po raz kładziemy się, żeby nie uderzyć głową w stalaktyty. Trasa łódki meandruje przez wykute w skale tunele, prowadzi pomiędzy zielonymi zboczami gór. Otacza nas cisza (przerywana piszczeniem fletu). Koniec stycznia to niski sezon. W czasie 3 godzinnej wycieczki mijamy się z kilkoma innymi łodziami. Po drodze oglądamy świątynie, wspinamy się na punkt widokowy, kupujemy flet, na którym Młodsza Mała zawzięcie gra przez resztę trasy. Pod koniec wyprawy dziewczyny zasypiają. Otwieramy piwo. Nasz przewodnik zapala fajkę zrobioną z bambusa. Jemy bananowo kokosowe żelki. Ich smaku będzie mi brakować. Wracamy do parkingu po skuter. Podobno czasami przewodnicy wiosłują nogami. Podobno tak łatwiej. Nasz wiosłuje normalnie, nieprzerwanie, przez kilka godzin. Z małą pomocą nas – rodziców, raz po raz rzucających wiosło i pokrzykujących ‘uważaj, bo będzie bam!’

Kolejnego dnia ruszamy wspiąć się na Hang Mua Peak. Trasa tam to koszmar ciągnący się wzdłuż głównej drogi, na której skuter dla kierowców autobusów i ciężarówek jest najprawdopodobniej niewidzialny. Wracamy piękną, spokojną, równoległą trasą. Na Hang Mua prowadzi 500 stromych schodów. Pakuję Najmniejszą Małą w nosidło i idziemy. Grubego męczy przeziębienie więc ma iść z Mniejszą Małą tyle ile ona sama da radę. Weszła praktycznie na sam szczyt. Mój zuch! Z góry roztacza się widok na dolinę Tam Coc. Doliną meandruje rzeka, którą spływają łódeczki z turystami. Są pola ryżowe, otoczone przez zielone szczyty. Jest pięknie. Wracając idę pomostem przez jezioro lotosów. Młodszej Małej obiecujemy lody. Rzadna z tutejszych restauracji ani sklepów nie jest czynna. Niski sezon i Tet sprawił, mała gastronomia chwilowo zamarła.

Wracając skuterem zatrzymujemy sie przy sklepie uzupełnienić zapasy. Młodsze Małe dostają banany i cukierki. Zachodzimy do małej knajpki. Właścicielka na chwile znika. Po paru minutach przywozi swoje dzieci na skuterze. Młodsze Małe bawią się tak, że aż żal jechać dalej.

Z Ninh Binh jedziemy do Hanoi. 90cio kilometrowa trasa dłuży się w nieskończoność. Hanoi to raj zakupowy. Kupuję sobię kurtkę North Face, którego stragany są tutaj średnio co 100 metrów oraz okulary, które równo miesiąc później Najmłodsza Mała nieodwracalnie wygina w drugą stronę. Zgiełk Hanoi przytłacza. Gruby czyta o top atrakcjach stolicy Wietnamu, dla osób, które chcą tu spędzić dwa dni. Atrakcją drugiego dnia jest całodniowa wycieczka do Hallong Bay! Podążamy tą radą, pakujemy plecaki. Wyludnione Hallong Bay będzie naszą kolejną, po Ninh Binh, oazą spokoju.

3 Comments Add yours

  1. Krajanka's avatar Krajanka says:

    Epicko. Jest do czego wracać wspomnieniami. A za jakiś czas…….😉

    Liked by 1 person

    1. Agata's avatar Agata says:

      Wrócimy na pewno do Indonezji… Tu jest bajkowo, każdą wyspa inna

      Like

  2. Krajanka's avatar Krajanka says:

    Ciekawe co powiecie po zawitaniu do Nowej Zelandii. 😀

    Like

Leave a comment