
Zostawiamy bagaże w hotelu, płyniemy na 2 dni na wyspę Cat Ba. Na prom ledwo zdążyliśmy. Płynąc, ledwo minęliśmy się barką przewożącą węgiel. Trasa prowadzi przez malownicze wysepki zatoki Halong. Otula je mgła. Czasem dobrze zmienić aurę i zatopić się w chumrach. Robi się bardziej nastrojowo.
Wycieczka po zatoce Hallong to must see dla wszystkich odwiedzających Wietnam. Mi udaje się chwilę popływać na kajaku, kiedy Mniejsza Mała i Najmniejsza Mała, piszczą ‘Mami’, ubrane w wielkie odblaskowe kamizelki w łódce obok. Relaks, gładka tafla wody, prawie cisza i jaskinie.
Do wioski rybackiej wybieramy się drugiego dnia. Nie planowaliśmy. Zachęca nas rybak, którego łódka stoi w porcie. Dla niego dodatkowy zarobek, dla nas podglądanie miasteczka, które żyje z tego co da mu morze. Domki mają po kilkanaście metrów kwadratowych, otaczają je pomosty. Przy każdym są sieci w których trzymane są ryby. Przy każdym stoi łódź. W każdym domu tętni życie. Wioska to 300 domów, unoszących się na plastikowych niebieskich beczkach. Mieszka tu 200 rodzin. Rano dzieci rybaków codziennie płyną do szkoły na malutkich drewnianych łódkach. Zaskakuje mnie ilość czworonogów. W każdym domu mieszka jeden lub dwa psy. Każdy szczeka na przepływającą łódkę. Biegają zwinnie po wąskich deskach oddzielających sieci rybackie. Ile razy wpadły do wody, żeby nauczyć się tej zwinności? Myślę o Mniejszych Małych. Jak wyglądałaby nauka stawiania pierwszych kroków, jeśli ich dom by się bujał i gdyby ich 12 metrów kwadratowych otaczała woda. Woda jest czysta. Kto wywozi śmieci? Czy często pranie wpada do morza? Jak zmywać naczynia? Jak działa toaleta? Na pewno jest elektryczność. Nadal nie wiemy jak doprowadzona. Niektóre domki mają panele fotowoltaiczne. Agregatów nie słychać. Wioska nas intryguje. Chciałoby się wejść do domu, usiąść na piwo. Zostać tu na noc. Zobaczyć jak tu się mieszka. Mniejsze Małe biegają po łodzi. Gruby mówi, że dobrze się czują na wodzie i musimy wypożyczyć żaglówkę. Czas wracać. I tak wycieczka trwa dłużej niż planowaliśmy.
Czas wracać do miasta, wsiąść w busa na drugą stronę wyspy, złapać ostatni dziś prom do Hallong Bay, zgarnąć plecaki, złapać taksówkę do motelu pod lotniskiem i pójść spać. Easy.




















Nam miastowym życie w wiosce na wodzie wydaje sie bardzo romantyczne. Moze warto spróbować. Bez gadżetów, bez innych must have 😉. Niezaprzeczalnie pocztówkowo.
LikeLike